Rajd Hawran, czyli rajd na orientację co roku odbywa się w Beskidzie NIskim. Dziś moim gościem był Maciej Kat, współorganizator rajdu.

Rozmawiamy jakie zasady ma rajd na orientację i jak wyglądają przygotowania. Rozmawiamy też o tym, że najważniejsza w nich jest frajda z poznawania nowych miejsc i strategia, którą obierzemy.

Rajd na orientację – transktypcja odcinka:

Piotr: Maćku, spotykamy się, ponieważ zorganizowałeś już dwie edycje i będziesz organizował kolejną odsłonę rajdu na orientację. O co chodzi w rajdzie na orientację?

Maciek: Rajd na orientację to sprawdzenie się w terenie przy użyciu mapy i kompasu. Sprawdzenie, czy jesteś w stanie się odnaleźć w dowolnym miejscu. Zawodnicy uczestniczą w takim rajdzie, aby trafić do ciekawych miejsc, do których sami by nie trafili. To jesteś drugi ważny aspekt tych rajdów. W pierwszej kolejności chcą więc sprawdzić swoje umiejętności, a w drugiej odwiedzić miejsca, do których samemu by nie trafili. Samodzielny wybranie takiej trasy nie jest czymś, co można zorganizować w pięć minut.

Piotr: Jeśli dobrze rozumiem… zapisuję się do was na taki… No właśnie, jak to kategoryzować? To jest rajd na orientację czy to jest wyścig?

Maciek: Formalnie jest to wyścig, ale akurat u nas w rajdzie i większości tego typu rajdów to nie do końca tak wygląda. My organizowaliśmy trzy trasy. Mieliśmy trasę rodziną, średnio zaawansowaną i bardziej sportową. A trasie sportowej można by powiedzieć, że jest wyścigiem, chociaż to ściganie nie wygląda tak jak w rajdach MTB czy typowych wyścigach kolarskich. To nie jest wyścig na śmierć i życie. Tutaj głównie liczy się myślenie. Trzeba patrzeć na mapę. To nie jest tak, że ludzie jadą w trupa. Jeśli będą tak jechać, to w pewnym momencie mózg im też odetnie i wtedy będą mogli pędzić, ale pewnie będą pędzić już w złym kierunku.

Piotrek: Czyli zapisuję się na rajd, przyjeżdżam i co dalej?

Chcesz posłuchać wrażeń z rodzinnego rajdu na orientację? Posłuchaj rozmowy z Kornelią Peszko.

Maciek: Przyjeżdżasz, dostajesz mapę, dostajesz numer startowy, żebyś się poczuł profesjonalnie. Najważniejsze jest to, że mapy nie dostaniesz w momencie przyjazdu na start i odebrania z pakietu startowego. Mapy dostajesz dopiero w momencie, kiedy startujesz. Tak jest u nas, ale w większości tego typu zawodów jest podobnie. Mapę masz dostać najwyżej kilka minut przed startem. Tak naprawdę znasz tylko miejsce startu i nie wiesz do końca, jaka to będzie trasa. Trasa jest tajemnicą i najczęściej są to różne opcje. Nie zdarza się tak, że trasa jest powtórzona z roku na rok. Wtedy nie byłoby ciekawie i byłoby za łatwo.

Maciej Kot, współorganizator rajd na orientację
Piotr: Czyli dostaje mapę. W jakiej skali są te mapy?

Maciek: Pięćdziesiątki. W turystycznych rajdach na orientację są też setki. To jest 1:50 000. DO tego nie ma zaznaczonej bazy czyli miejsca, w którym jesteś. To jest ważny punkt i dla mnie najczęściej on jest dosyć trudny. Najtrudniejszy moment rajdu to jest dla mnie momentu opuszczenia bazy. Ja wtedy nigdy nie wiem, czy mam jechać w prawo, czy w lewo. Muszę się dobrze zorientować. Oprócz miejsca startu zaznaczonego na mapie mamy tam też, przynajmniej w naszym przypadku dwadzieścia lub więcej punktów kontrolnych. To są takie okręgi z punktami i to jest miejsce, do którego mam dotrzeć.

Piotr: Myśląc o tym, wyobrażam to sobie to w następujący sposób. Gdybym miał w tym brać udział , a nie mam jakiejś niesamowitej mocy w nodze to muszę dobrze przemyśleć mapę, zaplanować sobie trasę. I teraz pytanie, czy liczy się czas, czy liczy się ilość zdobytych punktów?

Maciek: W naszym przypadku, podczas tej długiej trasy mamy tak zwane punkty ważone. Aby trochę utrudnić, dołożyć trochę planowania, stworzyliśmy system, w którym nie każdy punkt kontrolny jest wart tyle samo punktów. Są pozycje orientacyjne warte dwa punkty i są punkty trudne, warte dziewięć punktów. Jak można się domyślić, do punktu wartego dziewięć będzie się zdecydowanie trudniej dostać. Będzie to kosztowało więcej wysiłku niż zdobycie lokalizacji wartej dwa punkty. Lokalizacje też mogą być trudniejsze do odnalezienia w terenie. Kiedy sobie to wstępnie zaplanujesz, ruszasz. To, co też jest ciekawe i odróżnia rajdy na orientację od innych wyścigów jest to, że nie ma masowego startu. Jedna osoba spędza więcej czasu nad mapą. Druga osoba rzuca tylko okiem na mapę, wyznacz sobie kierunek, a resztę martwię się później. Z mojego punktu widzenia warto zawsze na początku spędzić trochę czasu z mapą, bo nie zawsze trasa, którą sobie wybierzesz w pierwszej kolejności, będzie optymalna. Szczególnie przy takim rajdzie jak Hawram gdzie masz Rajd Górski. Punkty, które będą leżały obok siebie, niekoniecznie zaliczysz w tym samym czasie. Jeśli jeden punkt masz na grzbiecie, a drugie głębokiej dolinie to fakt, że na mapie leżą one blisko siebie, nie znaczy wcale że będzie łatwo się między nimi przedostać. W linii prostej między stanowiskami może być kilometr, ale w pionie np. 400 m. Tarabanienie się na dół lub w górę będzie wtedy zupełnie bez sensu.

rajd na orientację – Maciej Kat
Piotr: Raz, że mamy frajdę ponieważ jedziemy i się ścigamy to musimy też planować strategię i musimy też znać się na mapie.

Maciek: Rajd na orientację to test ze znajomości mapy. Trzeba się znać na mapie. My pracujemy na mapach turystycznych. W tym roku jeździliśmy też z kompasem więc te mapy są dosyć dokładne, ale nie są idealne. Poziomice, rodzaje dróg to wszystko trzeba rozumieć. Kompas nie zawsze będzie ważny, ponieważ w terenie górskim, jeśli umiemy analizować poziomy i wysokości na mapie po formie ukształtowania terenu, jesteśmy w stanie zorientować mapę. Na terenie płaskim bez kompasu byłoby dużo trudniej. W lesie kompas będzie kluczowy.

Piotr: Mógłbym zabrać GPS?

Maciek: Nie, regulamin jest jasny. GPS można używać do rejestracji śladu i do tego zachęcamy. Jest to bardzo wygodne. Po takim rajdzie na orientację wrzucamy takie GPS-owe ślady zawodników na nasz podkład i w ten sposób można sobie puścić ten wyścig jeszcze raz odnowa. Zobaczyć jak się chodziło po krzakach 50 m od punktu kontrolnego przez 15 min. W ten sposób możemy się dowiedzieć, dlaczego zajęliśmy ostatnie miejsce.

Piotr: Cały czas mówimy o punktach, ale czy mógłbyś mi powiedzieć jako organizator jak taki punkt wygląda?

Maciek: Punkt jest oznaczony w terenie albo kartką A4, albo trójwymiarowym prostopadłościanem o podstawie trójkąta. Obydwie te rzeczy są biało pomarańczowe. Te punkty w miarę widać. W zielonym lesie biało-pomarańczowy przedmiot może być widoczny nawet z daleka. Punkty mają swoje opisy. To nie jest tylko kropka na mapie. Na przykład punktem, którego najbardziej zawodnicy nie lubią to jest drzewo. Staramy się, aby te punkty były bardzo charakterystyczne. Dla tych bardzo podstawowych tras to są takie miejsca, które ciężko przegapić, np. gdzieś koło cmentarzyka. To może być jakiś mały kościółek lub jakieś wzgórze. Dla tych trudniejszych tras to faktycznie może być drzewo lub kawałek łąki. Robimy tyle, ile potrafimy, opisujemy w miarę dokładnie cechy charakterystyczne. Jeśli punktem ma być drzewo to używamy rozróżnień. Wskazujemy czy to brzoza, czy czereśnia.

Piotr: Czereśnia w środku lasu?

Maciek: Jesteśmy w Beskidzie Niskim, więc takie rzeczy się zdarzają, ostatnio mieliśmy właśnie czereśnię w środku lasu.

Piotr: W punkcie jest jakaś pieczątka?

Maciek: Do tej kartki, czy do tego lampionu przyczepiony jest dziurkacz i tym dziurkaczem w swojej karcie przyjazdowej robisz znacznik. 

Piotr: I ten dziurkacz jest jakiś sposób charakterystyczny?

Maciek: W każdym punkcie jest inny wzór, aby nie było tak, że podjeżdżasz pod jeden punkt i robisz od razu 14 znaczników.

rajd na orientację – wywiad z organizatorem
Piotr: Kto wygrywa rajd na orientację?

Maciek: Wygrywa ten,kto zdobędzie więcej punktów. Jeśli mamy prosty system i za odnalezienie jednego punktu orientacyjnego otrzymujemy jeden punkt, to wtedy sprawa jest prosta. Jeśli mamy punkty ważone, czyli różne punkty orientacyjne oznaczają inną ilość punktów otrzymanych przez zawodnika wtedy też to liczymy i wygrywa ten kto zdobył najlepszą punktację. W drugiej opcji może się bardziej opłacać, jeździć do tych trudniejszych punktów, zebrać kilka miejsc o punktacji osiem lub dziewięć a odpuszczać tak za dwa, lub trzy. W tym roku było tak, że zwycięzca drugiej trasy nie zaliczył wszystkich lokalizacji. Nie odwiedził tych miejsc, w których punktacja była najniższa. Osoba, która zajęła drugie miejsce, tak naprawdę przyjechałam prawie tyle samo punktów orientacyjnych. Miała zdecydowanie mniej punktów ważonych, ponieważ nie odwiedziła miejsca z najwyższej punktacji. Tutaj ta taktyka zagrała. Drugą częścią taktyki jest wybór odpowiednich dróg. Jeśli odrzucimy te trasy, w których musielibyśmy przedzierać się przez las i krzaki to będzie nam łatwiej. Czasem stajemy przed wyborem czy zamiast przymierzać 2 km lasem, wolimy przyjechać 4 km asfaltem. Możemy wybrać dowolną drogę, jaką chcemy. Najważniejsze jest to, aby nie niszczyć upraw. Nie jeździć po zbożu itd. ale z reguły każdy może jechać jak chce. Zasadniczo w Beskidzie Niskim fajne jest to, że łąki są koszone i wyjeżdżają z lasu można ciąć na ukos.

Piotr: Byle nie przez kapustę.

Maciek: To jest ważne, szanujmy otoczenie.

Piotr: Przyjmujemy strategię. Staramy się po pierwsze zdobyć punkt ale mam wrażenie, że w tym jest więcej zabawy niż ścigania.

Maciek: Tak jest, bo prawda jest też taka, że ja, chociaż jestem organizatorem, jestem też zawodnikiem. A wiem, że ludzie to robią dla zabawy, a nie dla pieniędzy. To jest tak, że masz zawody w tym samym miejscu co nie jest ciekawe. Chcesz jechać co roku nową trasę i mieć zabawę typowo turystyczną, jechać w nowe miejsce i zobaczyć nowe rzeczy. To jest główna część tej zabawy. Znalezienie dla ludzi fajnych punktów jest bardzo istotne. Masz np. taki las i jeśli przyjeżdżasz zwykłą ścieżką to to jest zupełnie zwykły lasek, a może się okazać że w tym lesie jest stara, przedwojenna, niemiecka strzelnica. Może być wielki mur, bunkry. Rolą organizatora jest znaleźć te rzeczy, fajne miejsca. To jest wartość dodana, a gdybyś sam przyjechał do tego lasu z tą samą mapą, tych rzeczy mógłbyś nie zobaczyć. Biorąc udział w rajdzie, masz taką szansę.

Piotr: Czyli jest trochę tak, że go odrabiacie zadanie domowe dla tych uczestników, aby oni mieli z tego zabawę. Tworzycie scenariusz, według którego uczestnicy się bawią.

Maciek: Uczestnicy dokładają też od siebie i każdy, kto startował w takich zawodach prędzej czy później robił jakąś bardzo ciekawą akcję np. zamiast pojechać prostą drogą, wnosi rower na szczyt góry a potem okazuje się, że nie ma jak zjechać. My nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak ludzie pojadą. Ludzie, kiedy są zmęczeni, też nie do końca wiedzą co robią. To rodzi bardzo ciekawe historie. W momencie, kiedy ludzie wracają nawet nie pytają o to jaki mieli czas, ile zdobyli punktów. Wiadomo, każdy to sprawdzi, ale ludzie nie spędzają czasu na porównywaniu wyników, tylko dyskutują miedzy soba na temat przygód, porównują wybrane trasy. My jako organizatorzy jeździmy po tych krzakach wcześniej i sprawdzamy w miarę możliwości, jak ta trasa wygląda.

Piotr: Rozwozicie te punkty.

Maciek: Na długo, zanim zaczniemy rozwozić punkty, już jeździmy po tym terenie i często widząc fajną drogę, myślimy o tym, że warto będzie tam zrobić punkt. Czasem też zdarza się tak, że droga jest, ale tylko na mapie. W rzeczywistości nie da się przejechać. Może leżały tam zwalone drzewo, czasem leśnicy prowadzili prace, których nie wykończyli. Czasem zdarza się też, że punkt na mapie wygląda interesująco a w rzeczywistości zupełnie nudne i nie ma sensu tam jechać. W ten sposób wiele miejsc odpada. To jest to zadanie, które wykonujemy za uczestników. Nie chcemy nikogo wpuścić w jakieś straszne maliny. Wiadomo, że fajnie się trochę pobrudzić i utytłać w błocie, ale jeśli będziemy cały czas w pokrzywach i malinach, to szybko się zmęczymy. To jest fajne przez dwadzieścia minut, ewentualnie dwie godziny, ale pokonywać taką trasę od ósmej do osiemnastej nie byłoby dobrą zabawą.

Piotr: Jeśli ty jedziesz jako zawodnik to w jaki sposób się do tego przygotowujesz?

Maciek: Szczerze wydaje mi się, że to nie jest dyscyplina, do której trzeba się szczególnie przygotowywać. Nie wydaje mi się, aby to był wysoki próg wejścia. Dobrze jest mieć mapnik. To może być torba na kierownicę z mapnikiem. Dobrze jest widzieć mapę cały czas. To w dużej mierze zależy od twoich umiejętności i od tego, czy jeśli wszystko będzie się trząść to cokolwiek widzisz. Ja naprawdę niespecjalnie sobie z tym radzę ale wiem, że niektórzy radzą sobie lepiej. Profesjonalne mapniki na kierownicę też pomagają. Zwłaszcza jeśli jest to asfaltowy przelot. To naprawdę nie trzęsie się za bardzo, a cały czas widzimy gdzie mamy jechać. Ja często zmieniam plan w trakcie jazdy. 

W pierwotnym założeniu wybieram jakąś trasę, a potem stwierdzam, że zupełnie inna będzie dużo lepsza. Warto jest mapę wiedzieć cały czas. W innym przypadku musisz się zatrzymywać, wyjąć mapę i w ten sposób tracisz czas. W ten sposób twoje plany, nawet jeśli dobre nie wyjdzie. Możesz skończyć gdzieś piętnaście km od bazy i zorientować się, że została ci tylko godzina. Nie wiem, czy wyraźnie o tym już powiedzieliśmy. Zawody są na czas w tym sensie, że należy jak najwięcej punktów zdobyć określonym limicie czasowym. 

Wiadomo, jako organizatorzy też chcemy wrócić do domu, zjeść obiad i nie możemy czekać dwa tygodnie aż ktoś wróci. Więc może się okazać, że nagle znajdujesz się piętnaście km od bazy i została ci godzina na powrót. Wtedy cały plan przestaje działać bo jedyne co możesz zrobić to jak najszybciej jechać z powrotem. To jest bez sensu i zdarzyło mi się to nieraz, że przejeżdżałem sto metrów od punktu ale fizycznie nie miałam już ani minuty, aby po ten punkt skręcić. Nie masz nawet pewności, że zdążysz na metę. Z tym poszukaniem punktów też jest różnie. Czasem jest tak, że po prostu wyjeżdżamy i od razu widzimy to czego szukamy a czasami możemy się pomylić i to trwa dziesięć minut, a czasem godzinę. Jeśli więc źle zaplanujesz siły albo wybierzesz drogę, która jest bardzo zła jakościowo lub stroma bo nie zwrócisz uwagi na poziomice może się zdarzyć że zamiast pięciu minut jakiś odcinek trasy zajmie ci czterdzieści. W ten sposób możesz się znaleźć na krótko przed końcem wyścigu w bardzo niefortunnym miejscu.

Piotr: Czyli jeśli dobrze wnioskuję jakieś przygotowanie kondycyjne musisz mieć ponieważ cały dzień będziesz na jeździe w górach. Nie wiem, w jaki sposób dokładnie miałbym się przygotowywać. Pewnie wziąłbym mapę i robił coś na zasadzie testowy eksploracji.

Maciej: Robiłem tak na początku i w jakiś sposób to miało sens. Niestety tak jak wszędzie, nic nie zastąpi doświadczenia. Ułatwieniem jest to, że organizatorzy, my zresztą też, publikują stare mapy z zawodów. Punkty już nie wiszą, ponieważ po każdych zawodach są posprzątane, ale można spróbować przyjechać starą mapę. Daję ci to pewne wyobrażenie na temat trasy. Musisz sprawdzić, czy w ogóle udałoby ci się dotrzeć w te okolice. Cały czas jednak najważniejsze będzie doświadczenie. Dobrze jest mieć mapy i licznik chociaż są tacy, którzy wygrywają zawody bez liczników. To jest absolutnie szósty zmysł bo będąc w lesie i mając przecinki co kilkaset metrów nie możesz liczyć na to że w szóstą masz w skręcić w lewo. Na mapie może to wyglądać na szóstą, ale rzeczywistości może być piąta lub ósma. Taka mapa nigdy nie będzie w 100% dokładna A pewnych zjazdów możesz nie zauważyć. Fajnie więc jest mieć licznik, aby móc sobie odmierzyć odległość. Jeśli wiemy, że mamy skręcić za 800 m, licznik nam z tym bardzo pomoże. To przyspiesza nawigację w terenie i określanie tego, czy jesteśmy w dobrym miejscu. Czasem jesteś stanie rozpoznać po rzeźbie terenu gdzie dokładnie jesteś. Może też przydać się mała linijka ale one często są przy kompasie. Trzeba po prostu wziąć w tym udział, przejechać swój pierwszy rajd na orientację. Myślę, że nie ma co przesadzać z przygotowaniem. Biorąc pod uwagę pierwsze starty też nie wydaje mi się aby był sens planować całą trasę. Myślę, że na początku wystarczy zaplanować pierwsze pięć, sześć punktów i potem zobaczyć gdzie jesteśmy. Ludzie często rysują sobie po mapie, aby nie zapomnieć trasy, którą wymyślili. Czasem zdarza się, że ludzie za bardzo trzymają się planu nie kontrolując czasu. Więc jeśli jesteśmy początkujący warto podejść do tego z dystansem i racjonalnie patrzeć na nasze plany. Może mam siedem, może mam sześć punktów a minęły już cztery godziny, zostały nam jeszcze dwie to raczej nie dam rady zrealizować kolejnych siedmiu zaplanowanych punktów. Warto wtedy zmodyfikować nasz plan zamiast trzymać się go za wszelką cenę.

Piotr: Czyli nie warto podchodzić do tematu zbyt ambitnie, bo można przestrzelić, zostać potem w lesie i wrócić do domu bez dyplomu.

Maciej: Na szczęście ludzie raczej nie zostają w tym lesie ale jest takie ryzyko, że nie ukończy się wyścigu. Jest także możesz ułożyć trasę w ten sposób aby przez cały dzień jechać fajnie, widzę ciekawe rzeczy. Możesz też ułożyć trasę w taki sposób, że przez trzy czwarte dnia będziesz jechał w miarę fajnie a potem okaże się, że jesteś bardzo złym miejscu i spędzisz końcówka dnia jadąc jak najszybciej ale nudną, asfaltową drogą. Trzeba dostosować trasę do swoich możliwości i dobrze się bawić przez cały dzień, aby potem nie było trzeba walić z wywalonymi jęzorem. Rajd na orientację ma być miłym wspomnieniem a nie wspomnieniem katorgi.

Piotr: W jaki sposób przygotować się biorąc pod uwagę aspekt odzieży, sprzętu, żywienia. Oferta na rynku jest bardzo duża i można kupić bardzo dużo sprzętu do bikepackingu. Z twojego doświadczenia co radzisz ze sobą zabrać i co przygotować. 

Maciej: Jeśli chodzi o jedzenie, warto sprawdzić w jakim będziemy rejonie. Jeśli rajd na orientację odbywa się w terenie gdzie w okolicy będą sklepy, to nie ma problemu ale to czy takie miejsca będą pobliżu trzeba sprawdzić wcześniej. Jeśli chodzi o wodę, to nie powinno być problemem, zawsze znajdziemy jakieś domostwa i najwyżej poprosimy o trochę wody ze studni. Z jedzeniem może być gorzej. Ja zawsze biorę na każdą godzinę rajdu przynajmniej jeden batonik. Jestem bardziej balonikowy. Jeśli mam sześć godzin jazdy, biorę sześć batoników. Czasem biorę jakieś banany. Jeśli to jest trzy czy cztery godziny, to powinno nam wystarczyć. Jeśli jedziemy w dłuższą trasę, warto mieć ze sobą coś słonego, bo słodycze zaczną nas zamulać. Słodycze dają chwilową energię, ale potem powodują spadek i zaczniemy być głodni. Jeśli na trasie jest stacja benzynowa po prostu łapię jakiegoś hot doga i jadę dalej.

W kwestii sprzętu. Ja nie lubię jeździć z plecakiem ale na rajdy często jadę z plecakiem bo bukłak na plecach pozwala nam pić wodę przez cały czas co jest bardzo istotne gdy jest ciepło. Ja nie umiem tak dobrze pić z bidon, jak z rurki. Jeśli bierzesz bidon to pijesz za dużo, a za rzadko. Dla mnie woda bukłaku jest bardzo istotna. Wolę więc wozić wodę na plecach, niektórzy wożą ją na biodrze. Jeździłem z sakwami na moim prawie grawelowym rowerze. Jeździłam też tylko z plecakiem. Powiem ci, że niektórzy jeżdżą na zwykłych MTB, inni przełajówką a jeszcze inni grawelem. Ja bym tego nie przypasował do wyników. Rajd na orientację może myć tak mieszany, że czasem teren może być ciężki, może być dużo szutru, dużo asfaltu. Moim zdaniem jest to mieszanka. Przełajówka będzie fajna, jeśli trafisz na dużo prostych przelotów po asfalcie.

Jeśli jednak masz bardzo dużo piasku to na rowerze przełajowym będzie problem. Organizatorzy często publikują przed startem informacje na temat tego, jaki będzie teren i w ten sposób dowiemy się, czy warto zabrać rower z szerszymi oponami, czy teren będzie średni, mieszany z dużą ilością asfaltu. Wtedy rower przełajowy będzie dobry.

Piotr: Mając w planach rajd na orientację przygotowujemy się troszkę wycieczkowo. Jakbyśmy jechali na wycieczkę w ten rejon.

Maciek: Trochę tak. To jest trochę wycieczka. Naprawdę, nie ma co przesadzać. Nasza impreza jest w Pucharze Polski maratonów na orientację więc jest to duża sprawa, ale prawda jest taka, że to nie jest takie bardzo poważne ściganie. Ci, którzy wygrywają faktycznie jadą szybko ale to nie jest tak że każdy schodzi z każdego grama i to jest kluczowe. Czasem możesz stracić godzinę. 

Piotr: Ja jestem na takim etapie, że gdybym chciał być lżejszy to muszę myśleć o całym zestawie i myślę, że łatwiej byłoby mi rzucić te 0,5 kg z siebie niż z roweru. Na pewno zdrowiej. Chciałam też dopytać co teraz, na stronie widziałam taką dużą dziurę w ziemi i wiem, że planujecie coś wokół tej dużej dziury w ziemi. Możesz powiedzieć co to dokładnie będzie?

Maciek: To był tylko taki żart. Przyjeżdżaliśmy obok takiej dziury i trochę żartowaliśmy. W przyszłym roku zostajemy dalej gdzieś Beskidzie Miskim. Dalej trzymamy się idei, że nie chcemy by ludzie podczas rajdu na orientację jeździli po swoich śladach. Dlatego chcemy planować nowe trasy. Myślę, że jest trochę za wcześnie ale już planować nową trasę. Myślę, że po tych dwóch latach propozycji punktów, które musieliśmy odrzucić zostało nam pewnie na jeszcze pięć kolejnych krajów. To byłoby cały czas trochę w tym samym miejscu więc będziemy się gdzieś przesuwać, zobaczymy. Mamy po drodze park narodowy, który zawsze jest problematyczny ponieważ nie można się poruszać tak jak się chce. Będziemy się zastanawiać. Może o tym nie powiedziałem ale ideą naszego rajdu jest to, aby wciągać ludzi tematy historyczne i  w Beskidzie Niskim dużo jest śladów popo pierwszej wojnie światowej. Staramy się prowadzić te nasze trasy tak aby uczestnicy też z tego wyciągnęli jakąś wiedzę. Zadali sobie pytanie, skąd ta czereśnia w środku lasu. Jeśli zastanawiam się skąd się wzięły jabłonie lub opuszone piwnice. Uczestnicy zadają sobie pytanie o to skąd wziął się Bośniacki cmentarz. To są rzeczy, które nas w tamtym rejonie pociągają i staramy się je sprzedawać podczas rajdów na orientację. Nie chcemy, aby to była tylko przecinka w lesie, kolejny punkt, ale dawało coś więcej.

Piotr: To jest fantastyczna misja, bardzo mi się podoba i jest to niestandardowe podejście. Nie chodzi tylko o to aby trafić do punktu X. Rajd na orientację może mieć aspekt edukacyjny.

Maciek: Na dłuższą metę wydaje mi się, że to mogłaby być nieco nudne.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *